„Mój Herbert” - esej na konkurs z okazji Roku Zbigniewa Herberta

Autorka:Aleksandra Owczarek ucz. kl. II C1 LO im. K. I. Gałczyńskiego


Cienka, mieniąca się odcieniami żółci strużka światła zajrzała nieśmiało do środka. Drzwi lekko skrzypnęły i podniosłam głowę znad tomiku wierszy, oczekując na wejście gościa. Tylko Cisza - dobrze znana mi kobieta z prawej komory, mieszkająca od dawna w moim hotelu „Serce”. A już miałam nadzieję, że w „Sercu” przestanie być nudno, zagości ktoś nowy... Wróciłam do świata poezji i wypełniało mnie powoli znowu to ciepło, towarzyszące zgłębianiu wiedzy, tworzeniu się myśli pod wpływem słów mających duszę..., gdy nagle fala światła zalała pomieszczenie. Oślepiający blask, a póŸniej odzyskiwanie obrazu i czytanie pojawiających się tuż obok mojego biurka kształtów. Chciałam zaskoczyć Go błyskotliwością swojej wypowiedzi, bo Jego rysy rozpoznałam od razu, jednak powitałam Go standardowo: „Witam w hotelu „Serce”. Chce Pan się zatrzymać na dłużej, czy tylko na kilka nocy, jak trzy lata temu, gdy... Przepraszam Pana, ale tak szybko opuścił Pan „Serce” tamtego ranka...”. Uśmiechnął się. W Jego oczach zobaczyłam coś, czego trzy lata temu nie zrozumiałam. Palcem podkreślił imię i nazwisko autora widniejące na okładce mojego tomiku: Zbigniew Herbert. Z kieszeni wyjął mały ołówek i naszkicował fantazję. Teraz byłam pewna, że się nie pomyliłam. Dałam Mu klucz, choć On go nie potrzebował. Wystarczyły Jego magiczne słowa, otwierające każde drzwi.
W gimnazjum poznałam „Księcia poetów”. Niezbyt dokładnie i bez większej ciekawości przyglądałam się Jego utworom. Może właśnie dlatego, że ten niepowtarzalny ton był zbyt niepowtarzalny, dla mnie niezrozumiały. W liceum Zbigniew Herbert ponownie zapukał do „Serca” i już na zawsze w nim zamieszkał.
Jak pisać o Herbercie? O tym, co człowiek czuje, przenosząc się w klimaty ezoteryczne Jego myśli. Jakiego zabiegu użyć, żeby wyrazić swoje uznanie dla Jego twórczości? Jak podziękować za wszystko, czego można się od Niego nauczyć? Tak, to jest czas, kiedy chciałoby się pisać jak Zbigniew Herbert. Marzeniem staje się poznanie tajemnicy Jego umiejętności wypełniania trzema, czterema słowami linijki, tworzenie niezapomnianego wersu – „potęgi smaku”. Ja zgadzam się z wypowiedzią Adama Zagajewskiego : „W tej poezji idzie o ból XX wieku, o otwarcie na okrucieństwo nieludzkiego stulecia, o nadzwyczajne wyczucie rzeczywistości. A że poeta nie traci przy tym ani liryzmu, ani poczucia humoru – to już trudny do odgadnięcia sekret wielkiego artysty.”
Zakończył się rok 2008 – rok Zbigniewa Herberta. Obchodziliśmy Jego 10. rocznicę śmierci (29.X.1924r. – 28.VII.1998r.). Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego powierzył przygotowanie tego przedsięwzięcia Bibliotece Narodowej. Każdy mógł skorzystać z możliwości uczestnictwa w konferencjach, debatach, widowisku multimedialnym lub obejrzeć wystawę. Ta „Rekonstrukcja poety” (słuchowisko radiowe napisane przez Herberta) otworzyła drzwi do jeszcze lepszego poznania artysty. Wystawa „Podróże Pana Cogito”, przygotowana przez warszawskie Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w siedzibie Muzeum na Rynku Starego Miasta, była dla mnie właśnie podróżą, poszukiwaniem skarbów – pamiątek po Zbigniewie Herbercie. Nie tylko odkrywanie słów w wierszu „Dęby”, ale analizowanie rysunków ze szkicowników, rękopisów, pocztówek, listów – wywołują uczucie bliskości poety. Przenosimy się w Jego świat, a nasza wyobraŸnia pozwala nam zobaczyć Herberta piszącego listy przy biurku, tym charakterystycznym pismem. Domyślamy się, co mógł odczuwać podczas rysowania swoich niezwykłych prac. W takim momencie Herbert przestaje być tylko autorem utworów znanych z podręcznika szkolnego czy tomiku wierszy, a przeobraża się w bliższą nam osobę, bardziej rzeczywistą. Byłam zaskoczona, widząc w jednej z sal, zdjęcie uśmiechniętego chłopca z uniesionymi rękoma. „To jest Zbigniew Herbert?” – pomyślałam. „Dlaczego nie wywieszono zdjęcia poważnego poety?”. Herbert, znany mi z okładek, był starszym eleganckim mężczyzną. Przecież nie zawsze był taki! Twórcy wystawy zadbali o to, aby przybliżyć sylwetkę poety. Chcieli, aby nie tylko twórczość Herberta, ale także Jego osoba budziła w odbiorcach głębokie uczucia. Chcieli, aby „stał się rzeczywisty”. Ważne jest, jeżeli jest to możliwe, przyglądać się także dokładnie sylwetce twórcy. Czytelnik nie „zaprzyjaŸnia się” z artystą, bo skupia się na Jego dziełach. Zapomina, że znajomość miejscowości i daty urodzin, nie wystarczą, by zrozumieć twórczość. Historia artysty, jego życie, doświadczenia, porażki, sukcesy, miłości, podróże – to właśnie pod ich wpływem rodzi się świadectwo, które zostaje po jego śmierci dla przyszłych pokoleń. W wierszu „Pan Cogito obserwuje w lustrze swoją twarz” Zbigniew Herbert przypomina o istocie poszukiwania swojego rodowodu. Pan Cogito poznaje przeszłość, przypatrując się w lustrze swojej twarzy i jest niezadowolony z odkrycia. Nie podobają mu się „oczy osadzone tak blisko”, „podwójny podbródek”, „uszy zbyt odstające dwie muszle ze skóry” czy „czoło niezbyt wysokie”. Brzydka twarz nie pasuje do jego duszy. Nie zgadza się na swój wygląd. Nie wie, jak to możliwe. Przecież: „kupowałem w salonach sztuki”, „Mozartem nacierałem uszy”, „doskonaliłem nozdrza wonią starych książek” – mówi. Próbuje zamaskować prawdziwą twarz. świat barbarzyński kłóci się ze światem kultury. Maska jest symbolem indywidualności bohatera. W ostatnich wersach Pan Cogito poddaje się. Dziedziczenie pewnych cech jest nieuniknione: „jabłko upada przy jabłoni w łańcuch gatunków spięte ciało”. Końcowe zdanie jednoznacznie ogłasza werdykt: „tak to przegrałem turniej z twarzą”. Zbigniew Herbert zachęca do badania. W wierszu zderzają się kultura, barbarzyństwo, tradycja, poczucie tożsamości, a lustro jest Ÿródłem wiedzy o prawdzie. Odbiorca twórczości, poznając fragmenty życiorysu artysty, kształtuje pewien związek emocjonalny, przeglądając się w lustrze jego duszy.
Biografia Zbigniewa Herberta jest bardzo urozmaicona. Poeta urodził się we Lwowie, który bardzo kochał, podkreślając to w swoich wypowiedziach, gdy miał do tego okazję. 22 września 1939 roku Lwów został zajęty przez Armię Czerwoną, a póŸniej wcielony do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Herbert w młodym wieku poznał smak wojny, a barbarzyńcy odebrali mu Jego raj. Musiał wraz z rodziną przeprowadzić się do Krakowa. Może już dzieciństwo miało wpływ na napisanie w póŸniejszych latach tekstów, które odegrały ważna rolę w okresach kryzysów: „Przesłanie Pana Cogito”, „Potęga smaku”, „Raport z oblężonego miasta” czy „Tren Fortynbrasa”. Zbigniew Herbert wiele razy zmieniał miejsce zamieszkania, dużo podróżował. Jednak widoków nie utrwalał, jak typowy podróżnik na zdjęciach, lecz tworzył rysunki, które pozwalały Mu zatrzymać w pamięci zwiedzane miejsca. Odwiedził Wielką Brytanię, Francję, Austrię, Niemcy, Stany Zjednoczone, Włochy, ale najważniejsze były chyba pobyty w Grecji, której kultura niejednokrotnie stanowiła inspirację. Herberta fascynowała kultura antyczna. Wielokrotnie to nagroda za twórczość bądŸ prośba o uczestnictwo w festiwalach poezji były przyczynami podróży. Uważam, że w „Modlitwie Pana Cogito” – podróżnika” znajduje się najlepszy dowód, jak ważne były podróże w życiu Herberta: „dziękuję Ci Panie że stworzyłeś świat piękny i różny a jeśli to Twoje uwodzenie jestem uwiedziony na zawsze i bez wybaczenia”.
Zbigniew Herbert nie oczarował mnie wyłącznie swoją poezją, ale również osiągnięciami w nauce, która w czasie okupacji niemieckiej była bardzo utrudniona. Najpierw Herbert pracował w Instytucie prof. Rudolfa Weigla jako karmiciel wszy, aby uzyskać ausweis, chroniący przed aresztowaniami w ulicznych łapankach i wywiezieniem do Niemiec. Po ukończeniu w 1942 roku tajnej szkoły podchorążych został żołnierzem Armii Krajowej. PóŸniej, gdy Niemcy zamknęli średnie szkoły ogólnokształcące, brał udział w tajnych kompletach i w 1944 roku zdał konspiracyjną maturę. Rozpoczął studia na wydziale polonistyki, a następne lata były znakomitym pokazem Jego intelektualnych możliwości. Studiował na kilku wydziałach jednocześnie, zdając z pozytywnym rezultatem nawet kilkanaście egzaminów. Został magistrem ekonomii, magistrem prawa, podjął studia na Akademii Sztuk Pięknych, studiował filozofię... Nie pamiętam, czy usłyszałam te słowa w wypowiedzi jednego z przyjaciół Herberta, czy przeczytałam je w wywiadzie, artykule o Herbercie, ale zapadły mi w pamięci, ponieważ doskonale opisują działanie poety: „Był zachłanny na wiedzę.”
Myślę, że interesującą sprawą, budzącą ciekawość, jest to, co kształtowało charakter Zbigniewa Herberta w młodości, jakie były Jego wzorce, co lubił czytać, jacy autorzy byli dla niego mistrzami, jakie były Jego pasje. Tę tajemnicę poeta zdradził, lecz nie do końca, w dialogu z Krzysztofem Karaskiem – polskim poetą, eseistą, krytykiem literackim, ale także przyjacielem Zbigniewa Herberta. Sądzę, że przytoczenie słów artysty będzie „pełną odpowiedzią” na pytania i pozwoli również na przypomnienie sobie Herbertowskiego stylu:
„- (...) Na wieczorach autorskich słyszę: jakich autorów pan czytał w młodości? Jeśli powiem: Słowackiego, to wszyscy w tej klasie będą czytać Słowackiego i oczekiwać, że za pół roku napiszą wiersz. (...) Pamiętam pierwszą lekturę. To był Boccaccio – „Dekameron”. Ponieważ on był na wysokiej półce w bibliotece ojca, sądziłem, że tam są niedozwolone – słusznie – książki. I przeczytałem Boccaccia. Nic z tego nie zrozumiałem. (...) Potem już nigdy do niego nie wróciłem. Następnie czytałem i oglądałem atlas anatomiczny.
(...) To była pierwsza architektura, jaką poznałem. (...) Jak się gust kształtuje? On się kształtuje już w rodzinie. Rodzina była kulturalna. (...) Poza atlasem anatomicznym moim natchnieniem poetyckim, już bliżej literatury, była atmosfera miasta, w którym się urodziłem, Lwowa. Więc to było miasto, które – bez przesady – zasypiało i budziło się w śpiewie. Ja mam taki duży, nigdy się tego nie uczyłem, zasób form muzycznych i poetyckich, ponieważ tam były ballady, sztajerki, walce, były poezje imieninowe, deklamowane, specjalnie dowcipne, powtarzało się toasty. Więc było to miasto, które żyło poezją. (...) Czytałem bardzo dużo, ale zauważ, kiedy wejdziesz do mojej biblioteki, to tam literatura jest na najwyższych półkach: powieści, wiersze, czeki, do których sięgam. Ja się jej nie wstydzę. Ona jest bardzo wysoko. A niżej historia, dział bardzo duży, przyroda. (...) Czytałem zatem, ale to nigdy nie było przedmiotem moich zainteresowań. Co było głównym? Przyroda i zwierzęta. (...) Zbierałem wszystkie możliwe zwierzaki, (...) I tu jestem w jedynej, zresztą ostrej, opozycji z kościołem katolickim, który nie uznaje świętości zwierząt. Ich cierpienia, ich lekcji. (...) Żaden pies nigdy mnie nie ugryzł.
Pisząc o Zbigniewie Herbercie, raczej nie można pominąć postaci Pana Cogito, porte – parole i alter ego autora. Niezrównany „Pan Myślę” ogromnie wzbogacił poezję Herberta. Pan Cogito rozmyśla o cierpieniu, o ojcu, myśli o powrocie do rodzinnego miasta, czyta gazetę, obserwuje zmarłego przyjaciela, opowiada o kuszeniu Spinozy... O kuszeniu Barucha Spinozy – filozofa niderlandzkiego. Jest to jeden z moich ulubionych wierszy z tomiku „Pan Cogito”. Osiągnięcia Spinozy doprowadziły go do spotkania z Bogiem. Nie mógł nie skorzystać z okazji „twarzą w twarz” i zadawał nurtujące go pytania. Tytułowe kuszenie kojarzy się ze złem, bo obecne jest powiedzenie: kusić do złego. Jednak w tym wypadku to Bóg kusił Spinozę, opowiadając mu o „Rzeczach Naprawdę Wielkich”, na pewno nie miało to nic wspólnego ze złem. Baruch żył wiarą w potęgę wiedzy. To jej się poświęcił, zapominając o Bogu. Mądrość wyniszczała go jako jednostkę. Tak naprawdę nie żył, bo wiedział, a nie wierzył. Bóg zwrócił uwagę na popełniony przez Spinozę grzech. Grzech przeciwko miłości. Baruch zapomniał o złotym środku. Żył tylko nauką. Chciał zdobywać wiedzę, co Bóg pochwalił, ale zabrakło mu życia codziennością. Zapomniał o założeniu rodziny, o kupieniu domu, zdrowym odżywianiu, zabawie i przyjemnościach. Stwórca na zakończenie swojej wypowiedzi dodał: „- chcę być kochany przez nieuczonych i gwałtownych są to jedyni którzy naprawdę mnie łakną”. W tym momencie światło zgasło, a Spinoza został sam ze swoimi myślami. Czy jego „system”, sposób na życie był aż tak bardzo zły? Czytając ten wiersz, analizując go wers po wersie, uważam, że jest idealny dla ludzi żyjących w XXI wieku. Życie w ciągłym pośpiechu, brak czasu – zaczynają nas ograniczać. Musimy z czegoś zrezygnować, żeby zakończyć inną sprawę, która pogania następną. Czas nas usztywnił. O Bogu zapomnieliśmy już dawno (oczywiście nie wszyscy). Modlimy się najczęściej w niedoli, w potrzebie. Obyśmy potrafili modlić się w chwilach dostatku i radości. Najważniejsze jest „złote umiarkowanie”.
W ostatnich latach życia Herbert walczył z ciężką chorobą. Zmarł 28 lipca 1998 roku, ale na zawsze pozostał w moim hotelu „Serce”. Kilka lat po Jego śmierci, po przeczytaniu „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza, zapisałam w swoim pamiętniku trochę zmienioną wersję fragmentu utworu: „- Wielkim poetą! Zapamiętajcie sobie, bo to ważne. Dlaczego kochamy? Bo był wielkim poetą. Wielkim poetą był. Nieroby, nieuki, mówię wam przecież spokojnie, wbijcie to sobie dobrze do głowy - a więc jeszcze raz powtórzę, proszę pań i panów: wielki poeta, Zbigniew Herbert, wielki poeta, kochamy Zbigniewa Herberta i zachwycamy się Jego poezjami, gdyż był on wielkim poetą. Proszę zapisać sobie temat wypracowania domowego: „Dlaczego w poezjach wielkiego poety, Zbigniewa Herberta, mieszka nieśmiertelne piękno, które zachwyt wzbudza?
W tym miejscu żaden z uczniów nie zakręcił się nerwowo i nie zajęczał, bo prawdą jest, że Zbigniew Herbert wielkim poetą był!”

zwycięski EXLIBRIS Wiktorii Budyty z klasy IIe.