Wiosenno - sąsiedzkie odwiedziny w Krzyżowej


Po feriach zimowych na klasę 2C1 czekały prawdziwie ciężkie czasy - nieprzerwane tygodnie obfite w naukę. Jednak w sobotę 2 kwietnia nastąpiło wielkie wyzwolenie, początek kolejnej niezwykłej przygody, której start miał miejsce pod budynkiem naszej szkoły - spotkanie z niemiecką młodzieżą w Krzyżowej. Wszyscy jechaliśmy ciekawi spotkanie z naszymi niemieckimi kolegami, ale pierwszy dzień minął nam we własnym towarzystwie. Naszym celem było poznanie Wrocławia. Po zakwaterowaniu w schronisku i krótkim spacerze udaliśmy się do Opery Wrocławskiej na spektakl Giacomo Pucciniego pt. "Cyganeria". Śpiewy artystów były piękne, ale nie ma co ukrywać - większość z nas pozasypiała z nudów. Po tym sprawdzianie naszej wytrwałości wróciliśmy do naszego schroniska na kolację i nocleg. Wszyscy kładli się spać z ciekawością spotkania z niemieckimi gośćmi, ale wiedzieliśmy, że w porównaniu do "Cyganerii" wszystko będzie ciekawe.
Budzimy się w piękny niedzielny poranek i zaczynamy od śniadania. Potem wyruszamy na prawdziwy podbój Wrocławia! Naszym pierwszym celem jest Panorama Racławicka. Kolosalny obraz przedstawiający bitwę pod Racławicami (1794 r.) zrobił na wszystkich wielkie wrażenie. Po wyjściu z tego miejsca - omijając szerokim łukiem Operę Wrocławską - zwiedzaliśmy miasto i szukaliśmy umieszczonych wszędzie krasnali. Są one rozsiane po całym Wrocławiu i stanowią jego symbol. Następnie zabraliśmy się na dobre za zwiedzanie kluczowych miejsc tego pięknego miasta. Zawitaliśmy w katedrze na Ostrowie Tumskim, po czym udaliśmy się na słynny Most Tumski zwany Mostem Zakochanych. Nazwa ta zawdzięcza swój byt zwyczajowi wieszania na nim przez narzeczonych kłódek z napisanymi na nich imionami zamierzających się pobrać osób. Rozmarzeni udaliśmy się na Uniwersytet Wrocławski, gdzie zagościliśmy na Auli Leopoldinie. Jest to przepiękna, reprezentacyjna aula tej uczelni w stylu barokowym. Następnie podziwialiśmy panoramę Wrocławia
z wieży uniwersyteckiej. Po dosłownym zejściu na ziemię trafiliśmy na rynek. Podziwialiśmy fantastyczną, szklaną fontannę świateł oraz pomnik Aleksandra Fredry przeniesiony ze Lwowa, wokół którego co roku maturzyści tańczą poloneza. A wszystko to w okolicy imponującego ratusza staromiejskiego i pręgierza.
Po spenetrowania tego pięknego miasta czas podjąć naszych gości - niemieckich rówieśników, z którymi spędzimy kolejne dni w Krzyżowej. Trafiamy zatem na lotnisko im. Mikołaja Kopernika i witamy naszych zachodnich sąsiadów. Nie ma co się oszukiwać - na początku było drętwo. Niemcy z przodu autokaru, my z tyłu. Co nas jednak zadziwiło to ich głośne zachowanie - non stop śpiewali jakieś piosenki (kilka z nich jak potem nam ujawnili było na cześć "polskiej" Borussii Dortmund, popularnej w Herford - mieście, z którego przybyli nasi goście) i  robili sobie zdjęcia. Zatem autokar był podzielony pod względem narodowości. Jednak tuż po przyjeździe do majątku w Krzyżowej i wstępnym zapoznaniu się z miejscem naszego pobytu nawiązały się już pojedyncze międzynarodowe znajomości.
Kolejny dzień rozpoczęliśmy od gier i zabaw zapoznawczych. Coraz lepiej integrowaliśmy się z naszymi rówieśnikami zza zachodniej granicy. Zwiedziliśmy Krzyżową - jest to miejscowość wyjątkowa z powodu bardzo ważnych aspektów historycznych. Przede wszystkim było to miejsce obrad tzw. Kręgu z Krzyżowej (niem. Kreisauer Kreis). Było to niemieckie ugrupowanie opozycyjne działające w czasie II wojny światowej przeciwko hitlerowskiemu reżimowi. Z tego względu mszę pojednawczą między Polską a Niemcami (1989 r.) odprawiono właśnie w tym miejscu, a znajdujący się tu majątek rodziny von Moltke pełni funkcję domu spotkań młodzieży. Główne zabytki w tym niezwykłym miejscu to Pałac rodowy wspomnianej rodziny von Moltków oraz Dom na wzgórzu, gdzie obradował Krąg z Krzyżowej. Chwile historycznej zadumy zostały dopełnione przez czytanie listów rodziny. Podkreślona w nich była niebywała konsekwencja w działaniu niezwykle ambitnych opozycjonistów oraz odwaga przed represjami reżimu Adolfa Hitlera.
We wtorek, 5 kwietnia, wyruszyliśmy na zwiedzanie pobliskiej Świdnicy. Pierwszym dokładnie obejrzanym zabytkiem był Kościół Pokoju Trójcy Świętej wybudowany z okazji końca wojny trzydziestoletniej (1648 r.). Następnym celem wycieczki do tego miasta był rynek, gdzie dostaliśmy czas wolny na zakupy i odpoczynek. W pobliżu nie było żadnej opery, więc wszyscy mogliśmy swobodnie poruszać się po całej okolicy. Po powrocie do Krzyżowej pracowaliśmy
w grupach nad prezentacją plakatów przedstawiających zainteresowania polskiej i niemieckiej młodzieży, różnice w szkole, zwyczajach i stosunku do wielu spraw życia codziennego. Po tym elemencie integracji, oddaliśmy się pod opiekę najbardziej utalentowanego uczestnika wymiany ze strony niemieckiej - André. Ten wszechstronny chłopak wyczynowo ćwiczy taniec i odnosi sukcesy na wielu arenach w swoim kraju. Jego ulubiony styl to jumpstyle, o czym mogliśmy się dobitnie przekonać podczas prowadzonych przez niego warsztatów tanecznych
i odbywającej się po nich dyskoteki.
Kolejny dzień zapowiadał się dość blado - nasi goście wybrali się do Wrocławia, w efekcie czego zostaliśmy w Krzyżowej sami. Przeznaczyliśmy ten czas na szukanie wielu ciekawych miejsc znajdujących się w miejscowości w ramach gry terenowej oraz obejrzeliśmy film pt. "Sophie Scholl - ostatnie dni". Po powrocie naszych niemieckich przyjaciół odbyło się pożegnalne ognisko przy Domu na wzgórzu oraz dyskoteka.
Takim oto sposobem nadszedł czwartek, 7 kwietnia. Z rana jemy ostatni wspólny posiłek i wracamy na wrocławskie lotnisko im. Mikołaja Kopernika. Tam trwają najmniej przyjemne chwile wyjazdu - czas pożegnać naszych nowych przyjaciół. Jednak gdyby ktoś stał z boku przysłuchując się pożegnalnym rozmowom, niewątpliwie najczęściej wpadałoby mu w ucho słowo "facebook". Zatem wiadomą rzeczą stał się fakt, że kontakt nam się nie urwie. Póki co jednak Niemcy wracają do domu, a my podziwiamy piękno wrocławskiego Ogrodu Japońskiego oraz "panującej" w tym rejonie Hali Stulecia. Przez resztę drogi jedni śpią, inni słuchają muzyki, a tak naprawdę każdy wspominał chwilami różne wydarzenia z tej niesamowitej przygody. W strugach deszczu wracamy do Otwocka i kończymy niezwykłą wyprawę.
Niewątpliwie taka wymiana to rzecz fantastyczna - jest to znakomita okazja do poznania nowych ludzi z zagranicy, zobaczenia ich zwyczajów i zaprzeczenia stereotypów.  Łamie się też tzw. bariery językowe utrudniające wielu ludziom porozumiewanie się w językach obcych. Każdy zabrał ze sobą bagaż kapitalnych wspomnień, którymi będzie się mógł dzielić nawet ze swoimi wnukami. Ktoś z czytelników może pomyśleć: "Pojechali na wycieczkę, poznali niemiecką grupkę i koniec", ale tak naprawdę zdobyte doświadczenia nie dadzą wymazać się z pamięci, a świeżo zawarte znajomości dzięki fejsowi trwać będą jeszcze przez bardzo dłuuuuugi czas.

Michał Tekiel