Warsztaty historyczno - językowe - Berlin 2012

Warsztaty historyczno - językowe w Miejscu Pamięci byłego obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen koło Berlina.

16 uczniów Liceum Ogólnokształcącego im.K.I.Gałczyńskiego zainteresowanych historią, którzy uczą się oprócz języka angielskiego również niemieckiego, wzięło udział w projekcie "Zrozumienie historii drogą do pojednania polsko - niemieckiego". Miejscem nauki historii żywej było tym razem Muzeum w Sachsenhausen. W pierwszym tygodniu czerwca tegoroczni maturzyści i młodsi koledzy z klas II i I pracowali w jednym z pierwszych obozów koncentracyjnych na terenie Niemiec, utworzonym w 1936 roku dla przeciwników nazizmu głownie obywateli Niemiec. Uczestnicy poznawali historię II wojny światowej.


Projekt składał się z trzech etapów. Pierwszy to przygotowanie merytoryczne, poszukiwanie nazwisk mieszkańców Otwocka lub innych wybitnych Polaków, którzy przeszli gehennę obozu, lub zostali tam zamordowani. Uczniowie wyszukali panią Wandę Gosławską - byłą robotnicę przymusową w Niemczech i przeprowadzili z nią wywiad, który ukazał się w gazetce szkolnej. Zainteresowali się również "Sonderaktion Krakau" , w której profesorowie UJ i AGH zostali osadzeni w obozie. Część młodzieży obejrzała angielski film F. Piersona o Konferencji w Wannsee "Ostateczne rozwiązanie" oraz oskarowy film austriacko -niemiecki S. Ruzowitzkiego "Fałszerze" oparty na autentycznej opowieść o aferze fałszowania dolarów amerykańskich i funtów angielskich, zorganizowanej przez nazistów w czasie II wojny światowej w obozie Sachsenhausen.


Drugim etapem projektu było zwiedzanie terenu byłego obozu ze zwróceniem uwagi na kontekst historyczny tzn.  dojście Hitlera do władzy, przyczyny stworzenia machiny obozów koncentracyjnych, dzieje miejsca po wyzwoleniu przez Armię Czerwoną i Wojsko Polskie. Tę część wspaniale poprowadziła w języku polskim pani Elizabeth Buerger pracownik edukacyjny muzeum.


Część trzecia to samodzielna kwerenda uczniów po terenie byłego obozu, praca w sali multimedialnej i przygotowanie prezentacji na wybrane tematy. Trzyosobowe grupy opracowały następujące tematy: 1. Wieża A i plac apelowy, czyli od nazwiska do numeru, 2. Życie w baraku obozu koncentracyjnego Sachsenhausen na przykładzie biografii wybranego więźnia, 3. Dzień w obozie czyli praca i "odpoczynek", 4. Warunki sanitarne i pomoc lekarska: rola szpitala obozowego, 5. Station Z: zbrodnia i masowa zagłada, 6. Wyzwolenie i droga śmierci, 7. Sonderaktion Krakau czyli zapomniana historia zagłady profesorów uczelni krakowskich, 8. Obóz w plastyce. Prezentacje wypadły nad wyraz udanie dopełnieniem zdobytej wiedzy może być napisany przez uczennicę Katarzynę Piwowar "List z przeszłości", napisany w imieniu więźnia obozu,  który zrobił na wszystkich ogromne wrażenie.


Cztery dni spędzone w schronisku młodzieżowym "Szczypiorski - Haus" zaaranżowanym w dawnej willi zwierzchnika wszystkich 2 tyś. obozów koncentracyjnych w całej Europie, były według oceny uczniów, bardzo pouczające. Nazwa schroniska jest uhonorowaniem polskiego pisarz Andrzeja Szczypiorskiego, który był więźniem obozu, a po wojnie gorącym orędownikiem pojednania polsko - niemieckiego. Kontekstem warsztatów historycznych było zwiedzanie znajdujących się na terenie Berlina Miejsc Pamięci: Dom Konferencji w Wannsee, gdzie zadekretowano tzw. "ostateczne rozwiązanie", jak eufemistycznie nazwano zagładę Żydów, Muzeum topografii terroru nazistowskiego oraz Pomnik Pomordowanych Żydów Europy.


Oczywiście projekt zakładał też część turystyczną. Uczniowie zwiedzili samo serce Berlina czyli ulicę Unter dem Linden od Bramy Barandenburskiej do Aleksanderplatz, Reichstag, Muzeum Pergamońskie i Stadion Olimpijski z 1936, który prezentuje się nie gorzej niż współczesne budowle. Nie zabrakło czasu wolnego, tak uwielbianego przez wszystkich uczestników wyjazdów zagranicznych.


Autorki projektu warsztatów historyczno - językowych, jak i uczniowie w nich uczestniczący, wysoko ocenili zdobyta wiedzę i sposób uczenia się historii w miejscu, w którym się ona rozgrywała. Uczniowie przekonali się, że znajomość drugiego języka obcego, oprócz angielskiego poszerza horyzonty, daje większe możliwości zaistnienia w dorosłym świecie. Wszyscy uczestnicy warsztatów kontynuują nauczanie języka niemieckiego rozpoczęte w gimnazjum, co wydaje się wspaniałym pomysłem na mądrą edukacje językową. W przyszłości również planowane są tego typu warsztaty dla uczniów uczących się języka niemieckiego.


Projekt merytorycznie wspierany był przez Elizabeth Buerger z Muzeum KZ Sachsenhausen a merytorycznie i finansowo przez Piotra Kwiatkowskiego z Polsko Niemieckiej Współpracy Młodzieży oraz Starostwo Powiatowe w Otwocku i Radę Rodziców naszej szkoły.


Katarzyna Kałuszko, Elżbieta Piotrowska
Autorki projektu.

 

"List z przeszłości".
Mój najdroższy Przyjacielu!
Jak pewnie się domyślasz, nie jest tu łatwo. Nie mamy możliwości normalnej korespondencji, więc teraz piszę do Ciebie w tajemnicy, łamiąc prawo obozowe. Chciałem napisać do mamy, lecz pękłoby jej serce a nie potrafiłbym choć o cal umniejszyć rangi doznawanych tu cierpień, gdy mam już okazję podzielić się nimi z kimś. Jednocześnie nie umiem sam zmierzyć się z prawdą o codzienności, której doświadczamy i ciężko będzie mi opowiadać o niej. Tutaj już nie da się żyć, nie da się pozostać przy zdrowych zmysłach. Człowiek przestaje być człowiekiem. Uwierz mi, że wola przeżycia skłania nas do kompletnego wynaturzenia, pozbawienia poczucia moralności, etyki, czy empatii. Zostaje tylko wszystkożerna zawiść. Trzeba tu walczyć co dnia, by nasz pierwotny instynkt przetrwania utrzymał nas przy życiu, bo nic innego nie jest w stanie. Poranne wstawanie jest męczące, ale można się przyzwyczaić. O 4 rano, gdy chłód i senność poranka nie dają wstać, musimy już być na nogach przed barakiem. Mamy tu 30 minut na mycie, ale ciężko nazwać to myciem. Jest nas tu tylu, że walka o chwilę intymności jest walką z wiatrakami. Aby zaprawić nas w codziennym boju, zapewniają nam luksus śniadania, czyli kawałek czarnego chleba przypominającego glinę. Przemarznięci kroczymy do tzw. pokoju dziennego z zupą często w dłoniach, bo brakuje naczyń. Później stoimy godzinami na dworze, apel poranny jest nam prawdziwą pobudką. Musztra źle wykonana kończy się sportem, więc padamy i tarzamy się w śniegu ku uciesze SS-manów. Poczucie, że najmniejszy błąd przybliża nas do śmierci, wywołuje ciągły strach. Jedyne, co nas nie opuszcza, to właśnie to uczucie. Codziennie mijamy się ze śmiercią i myślimy o godzinie, w której nasze drogi się przetną. Jednocześnie śmierć zdaje się być jedyna ucieczką i pokrzepieniem przy doznawaniu tortur psychicznych i fizycznych. Codziennie pracujemy poza obozem około 12 godzin w nieludzkich warunkach. Brak nam środków do pracy, więc często prawie nago, niezależnie od pogody i często bez narzędzi pracujemy bez chwili wytchnienia. Tego miejsca nie można już nazwać obozem pracy, to jest droga ku śmierci, to jest obóz śmierci. Gdy ktoś odważy się na chwilę odpoczynku, na papierosa, lub wolniej pracuje, może zginąć albo zostać brutalnie zmaltretowany. Półgodzinna przerwa obiadowa nie jest żadnym odpoczynkiem. Najbardziej koszmarne są godziny spędzone na apelu wieczornym. Stoimy na mrozie, w upale, zdychając z wycieńczenia, aż doliczą się wszystkich. Wielka, wychudła ludność obozowa zlewa się w jedna masę. Jest nas tu bardzo dużo i wszyscy jednakowi, różnią nas tylko numery. Towarzyszy nam modlitwa, by pozostać przezroczystym i nie rzucić się w oczy SS-manom. Pretekstem do zabicia może być cokolwiek. "Wytchnienie' przychodzi wraz z powrotem do baraku około godziny 21. De facto to kolejna mordęga i próba naszej wytrzymałości. Zimą chłód przeszywa na wskroś struchlałe członki ciała, bo śpimy jedynie w łachmanach przy otwartych oknach, a za dodatkowe ubranie karzą nas surowo. Latem z kolej wśród wiernych wszy, tyfusu i potu dusimy się, bo wszystko zamykają. Poza tym toczymy bój o miejsce do spania, bo leżymy we czterech na jednej pryczy. Uwierz mi, żadne nie jest dobre: ani na przemokniętej górze, ani na dole pełnym szczurów. Tu nigdy nie wiem, co przyniesie mi nowy dzień lub następna minuta. Próbuję przygotować się na wszystko i zamiast o życie walczyć o swoje człowieczeństwo. Przeszła mi już tęsknota za zapachem kwiatów. W obozie znika 90 procent życia duchowego, które tak mnie jak i tobie było drogie. Nie ma to już tutaj żadnego znaczenia. Oduczyłem się myśleć o czymkolwiek innym niż tu i teraz. Przeszłość już nie istnieje a przyszłość niewarta jest myślenia o niej. Dla mnie nie ma przyszłości. Wszystko co zobaczyłem i czego doświadczyłem pozbawiło mnie nadziei i wiary w cokolwiek. Nie ma już tu ani Boga, ani życia, a co to za życie, gdy człowiek nie wierzy w nic.


Wybacz mi, że obarczam Cię tym wszystkim, ale wiem, że Ty sobie poradzisz z ta wiedzą jako człowiek inteligentny. Potrzebowałem jednak, by ktoś wiedział co się dzieje ze mną, co mi się przytrafiło i w ogóle, że jeszcze żyję. Wiem, że mama pamięta, ale ja próbuję o niej zapomnieć, bo jej cierpienie jest jedynym bólem mojej duszy i tylko tego nie jestem w stanie teraz znieść. Modlę się o chłód jej serca i żebyście byli zdrowi. Niech ten list zostanie naszą tajemnicą. Pomóż w miarę swoich możliwości oddawcy tego listu, bo on także naraża swoje życie.


Żegnaj mój Najdroższy Powierniku!


Numer 267409 - już nie Aleksander.